Historia projektu / 2014 / 05

Historia projektu

31 maja

Lubeka oczami Kasi Wojciechowskiej

Dziś zapraszam Was do obejrzenia próbki fotograficznego plonu, jaki zebrała gdańska licealistka Kasia Wojciechowska. Widać że ma ona pociąg do fotografii, a rejs Zaruskim stał się wyjątkowym plenerem i miejscem z którego może powstać fotoreportaż.

Polecam Wam także profil Kasi na Facebook.

30 maja

Lubeka – relacja Michała Olszewskiego

No to zaczynamy….
… powiedział Kapitan po oddaniu cum z kei mariny na Siennej Grobli. Czyli znaczy, że zaczął się nowy sezon. Dla mnie to nie pierwsze pływanie w tym sezonie i nie pierwsze tegoroczne pływanie na Zaruskim – ale pierwsze na dłużej i pierwsze z młodzieżą. Jeszcze tylko klar na cumach i odbijaczach, szkolenia z obsługi statku, nauka wszystkich lin, podstawowych węzłów i w drogę. Przed nami 300 mil morskich żeglugi. Kierunek: Lubeka. Krótko mówiąc – zaczynamy!

Hanza
A tak naprawdę to wszystko zaczęło się w XII wieku, kiedy to kilka miast z północnej Europy założyło związek handlowy zwany Hanzą. Związek ten opierał się na wspólnym handlu i z czasem rozbudowywał swoją potęgę. W szczytowym okresie należała do niego większość dużych miast, których lata największej świetności przypadały właśnie na ten czas. Z czasem znaczenie Hanzy malało, a ostatni jej zjazd odbył się w 1669 roku.
W roku 1980 odbył się za to pierwszy zjazd Nowej Hanzy – organizacji, która kontynuuje tradycje Hanzy starej. Miasta członkowskie zjeżdżają się raz do roku, żeby wzajemnie się poznawać, promować i wyznaczać cele na przyszłość. I tak oto płyną z nami młodzi przedstawiciele polskich miast hanzeatyckich: Gdańska, Krakowa, Szczecina, Olsztyna, Torunia, Kwidzyna, Słupska, Wrocławia, Goleniowa, Słupska, Stargardu Szczecińskiego, Elbląga i oczywiście Chełmna – średniowiecznego miasta z nutką renesansu – krótko mówiąc grupa fajnych, młodych ludzi z całej Polski!

Cisza, nie-cisza
Dopłynięcie do Lubeki zajmuje nam trzy doby, trzy doby w dość nietypowych jak na Bałtyk warunkach. Wiatru niewiele albo wcale, a morze wokół prawie płaskie. Pierwszą dobę pokonujemy na silniku. Później trochę się rozwiewa, a w górę idą żagle. Zaruski po raz kolejny zaskakuje. Wiatr który przez większą część drogi oscyluje wokół ‘trójki’ w skali Boufourta rozpędza Generała do prędkości nawet sześciu węzłów. Dziób statku rozcina płaską tafle morza. Sukcesem okazują się zmiany w takielunku. Usztywniona stenga grotmasztu pozwala bezpiecznie nieść latacza. Na drobne modyfikacje czekają jeszcze topsle, które pozwolą żeglować pod pełnymi żaglami. To będzie coś!

Spokojne morze sprzyja aktywnościom na pokładzie. Załoga na zmianę okupuje bukszpryt i drabinki masztowe (też tegoroczna nowość na Zaruskim). Ulubionym miejscem spędzania wolnego czasu stają się salingi grotmasztu. Byłem, widziałem. Miejsce zacne, a widok też niczego sobie!

Pewnego ranka Bosman zarządza prace bosmańskie. W ruch idą papier ścierny i pędzle. Zaruski to przecież statek drewniany – a o taki trzeba dbać w szczególności! Specjalnej uwagi doczekuje się też dzwon, który po zabiegach pielęgnacyjnych lśni jak nigdy! Trochę ogarnia mnie zazdrość, bo mi nigdy nie udało się go tak dopucować. Ale co tam, niech mają… Poza tym ja nigdy nie używałem do tego wiertarki!

Uruchomienie węża z wodą podsuwa załodze nowe pomysły. Coś przecież trzeba robić w taką pogodę. Dziewczyny myją włosy. Eliza błaga, żeby oblać ją wodą – całą, jak stoi. W sumie… czemu nie. Chciała to ma.

Po południu robimy w kubryku krótki wykład z nawigacji. Trochę wszyscy się dziwią, że nie na najbliższy tydzień mają zapomnieć o kilometrach. Tylko jakieś tam mile morskie, kable, stopnie, minuty…. czyli abc młodego nawigatora. Pikuś. Na tym się zresztą nie kończy. Wychodzimy na pokład i Kapitan objaśnia działanie sekstantu. Trochę to bardziej skomplikowane niż smartfon, ale ostatecznie wszystkim udaje się ustalić właściwy kąt między słońcem i horyzontem.

Gołąb
Gołąb pojawił się znikąd. Właściwie to do dziś nikt nie wie skąd się u nas wziął te parę ładnych mil od lądu. Chyba jakiś udomowiony, bo na nogach miał kolorowe obrączki. Do tego dawał się nawet głaskać. Ziarnami słonecznika, którymi chcieliśmy go ugościć pogardził. Gołąb spędził u nas z pół dnia po czym niespodziewanie odleciał na statek niemieckiej straży granicznej. Może serwowali tam coś lepszego. Po gołębiu zostały tylko niedojedzone ziarna słonecznika i białe plamy różnej wielkości na całym pokładzie. Gołębiu – wybaczamy, a jeśli to czytasz to pozdrawiamy i wpadnij jeszcze kiedyś.

Lubeka
W Lubece spędzamy cztery dni. Załoga w ciągłym ruchu – organizatorzy zlotu przygotowali sporo atrakcji i ciągle coś się dzieje. Spotykamy też starych znajomych z Rostocku i Kalmaru. Jest też litewski żaglowiec Brabander, z którym Zaruski współpracuje przy projekcie MAST. Jest więc okazja, żeby omówić kilka spraw przed startem tegorocznej edycji projektu. Zjawia się też kilka innych ciekawych jednostek m.in. rosyjski Standard – kopia statku zbudowanego w Holandii dla cara Piotra I. Po porcie co jakiś czas kręcą się drewniane kogi – takie żaglówki w wersji ‘middle ages’. Mimo iż w Lubece miło spędzamy czas to z pewną ulgą opuszczamy to miasto. W końcu jak pisał Joseph Conrad ‘w porcie statki rdzewieją, a marynarze schodzą na psy’. Czas wracać na morze!

Dick4Dick
Jeszcze słówko o postoju w Lubece. Na pokładzie zjawiło się czterech muzyków, rockowych, z gitarami, perkusją, wzmacniaczem – czyli gdańska kapela Dick4Dick. Rozstawili się i zagrali – z przytupem i ku uciesze gości zgromadzonych na pokładzie i tych, którzy zatrzymywali się na nabrzeżu, żeby posłuchać muzyki na żywo. Problemem nie okazał się nawet brak mikrofonu, który dzielnie zastąpił niewielki głośnik umieszczony na dziobie, którym z reguły Kapitan informuje załogę o tym i o owym. Krótko mówiąc było super! I niech to będzie początek nowej, świeckiej tradycji, że Zaruski może być sceną dla przyszłych, ciekawych przedsięwzięć kulturalnych i rozrywkowych!

“Gejl łorning”
“Gejl łorning” dla Bałtyku południowego. I w ogóle dla wszystkich Bałtyków – Powiedziała miłym głosem spikerka Radia Witowo. Na pokładzie lekkie poruszenie. No bo co to właściwie jest ten ‘gejl’? Gail czyli sztorm – czyli wg skali Boufourta wiatr od ośmiu stopni w górę i właśnie tyle ma wiać – czyli kompletnie inna żegluga niż do tej pory. No cóż… koniec w wchodzeniem na maszt… choć pewnie byliby chętni. Prognozę odbieramy koło Bornholmu. Na pokładzie zbiórka załogi. Piotrek – pierwszy oficer mówi o ształowaniu, wpinaniu się na pokładzie i takich tam. Trochę dziwnie się na nas patrzą, bo wokół płaskie morze i całkiem malowniczy zachód słońca. Zachowujemy powagę.
Wiać zaczyna koło trzeciej w nocy i wieje przez kolejną dobę. W szczytowym okresie w porywach do czterdziestu węzłów i przy kilkumetrowych falach. W górze zarefowany grot i fok. Zaruski po raz kolejny udowadnia swoją dzielność – stabilnie, w równym przechyle pokonuje kolejne fale! Każdy radzi sobie jak może z nowymi warunkami i wspólnymi siłami, przy silnym wietrze docieramy do główek gdańskiego portu.

Epilog
To było zdecydowanie udane rozpoczęcie sezonu na Generale. Ciekawa trasa i fajna różnorodna pogoda. A przede wszystkim kapitalna, zgrana załoga. Oby tak dalej! Do zobaczenia na pokładzie Zaruskiego!

29 maja

To był rejs! Hanzeatycka załoga wróciła z Lubeki

Młodzieżowa załoga reprezentująca polskie miasta hanzeatyckie, wróciła z obchodów Dnia Hanzy w Lubece, gdzie udała się na pokładzie gdańskiej jednostki flagowej STS “Generał Zaruski”. Dla wszystkich było to dziesięć niezapomnianych dni, a atmosfera towarzysząca wczorajszemu pożegnaniu, ujmująca.
Młodzież zasmakowała też prawdziwego żeglarstwa, bo droga powrotna prowadziła przez morze o stanie 5-7, przy 9-stopniowym wietrze, który w porywach osiągał 40 węzłów. Mimo (a może właśnie z tego powodu) życiowego sprawdzianu dla większości z nich, cała wyprawa była wielkim przeżyciem, a towarzyszącym wczorajszemu pożegnaniu zachwytom i niemal łzom rozstania, wtórowały obietnice powrotu gdy tylko pojawi się okazja. Miasto Gdańsk, organizator wyjazdu, zadbał o pamiątkowe książki Borchardta, a załoga wręczyła ładnie wydane karty uczestnictwa w rejsie wraz z gratulacjami. Jak niepowtarzalna była to dla wszystkich przygoda świadczyć może fakt, iż młodzież przygotowała dla załogi oficerskiej okazałe podziękowania, z pamiątkowym żeglarskim obrazem (który sami kupili w Lubece) i karnetem na którym wszyscy podpisali się pod słowami: “Dziękujemy za najlepszy rejs w naszym życiu, wchodzenie na maszt i bukszpryt, spełnienie marzeń, wspaniałą atmosferę, cudowne wieczory, wspólne żarty, a przede wszystkim za OSTATNIĄ DOBĘ”. Dokładnie tak :).
Niezmiernie nas to cieszy i pokazuje, że gen. Mariusz Zaruski miał rację wyznaczając sobie i nam zadanie wychowania morskiego i inwestowania w polską młodzież.

Młodym ludziom dziękujemy za dowody uznania, tak wspaniałe towarzystwo i atmosferę.

A gdy już zbierzemy najlepsze zdjęcia i żeglarskie relacje, opublikujemy dla Was obszerny reportaż z tego niepowtarzalnego rejsu :).

AHOJ!

22 maja

Hanzeatyckie święto w Lubece

W ten sposób Zaruski oprócz idei wychowania morskiego i żeglarskiego młodzieży, zacznie realizować założenia promocji hanzeatyckiego Gdańska. Będzie to pierwsza po odbudowie tej rangi wizyta naszego żaglowca w zagranicznym porcie, celem wzięcia udziału w tak znaczącym wydarzeniu jakim jest “Międzynarodowy Dzień Hanzy” w Lubece.
Impreza ma bardzo bogaty plan, a znając naturę naszych zachodnich sąsiadów, wszystko przebiegnie wzorowo a goście wywiozą z Lubeki same dobre wspomnienia. Zainteresowanych odsyłam na stronę ogranizatora
Hanzeatic Day 2014

Załogę Zaruskiego będą stanowić przedstawiciele polskich miast hanzeatyckich, wyłonieni w drodze lokalnych konkursów. Mamy nadzieję, że spędzą na pokładzie żaglowca niezapomniane chwile, a sam udział w 4-dniowych obchodach Dnia Hanzy, także będzie dla nich wyjątkowym przeżyciem.

20 maja

Sezon żeglarski A.D. 2014 otwarty!!! :)

Pomorski i gdański sezon żeglarski oficjalnie otworzył o godzinie 14.00 Prezydent Miasta Gdańska Paweł Adamowicz, a ceremonię wieńczyło wciągnięcie na maszt polskiej bandery. Jednak miasteczko żeglarskie, zbudowane wzdłuż Motławy, otwarte było już od godziny 11.00. W rozstawionych na nabrzeżu namiotach, prezentowali swoje działania m.in. przedstawiciele gdańskiego MOSiR, Narodowego Centrum Żeglarstwa AWFiS, Szkoły Morskiej czy Zespołu Szkół Morskich. Na najmłodszych uczestników czekało stoisko z zabawkami, trochę starsi mogli spróbować swoich sił na wioślarskich ergometrach. Każdy młody gdańszczanin mógł również pomóc w próbie bicia rekordu Guinnesa na najdłuższy na świecie (10-cio kilometrowy) rysunek, panoramę Gdańska widzianą oczami dzieci.

W tym towarzystwie nie mogło zabraknąć flagowej jednostki Gdańska – STS Generała Zaruskiego, który już następnego dnia wypłynął z młodzieżą na 34. Międzynarodowy Zjazd Hanzy w Lubece. Podczas sobotniej imprezy można było zwiedzić żaglowiec, spotkać się z załogą, posłuchać “morskich opowieści”, zapoznać się z historią jednostki, dziełem jej odbudowy i eksploatacją.

Zdecydowanie najwięcej atrakcji miało miejsce na wodzie. Wśród najmłodszych adeptów żeglarstwa, rozegrane zostały pokazowe regaty klasy Optymist. Po raz piąty odbyły się wyścigi smoczych łodzi o puchar rektorów gdańskich uczelni. Rywalizację wygrali przedstawiciele Politechniki Gdańskiej, którzy o ponad dwie długości wyprzedzili osadę Akademii Wychowania Fizycznego i Sportu.
Duże zainteresowanie zgromadzonych widzów wzbudziły również pokazy ratownictwa prowadzone przez Grupę Ratownictwa Specjalnego PCK i ratowników z gdańskich kąpielisk morskich. Zaprezentowano wiele sposobów podejmowania z wody poszkodowanych osób oraz jak wygląda praca specjalnie przeszkolonych psów ratowniczych.

Otwarcie sezonu żeglarskiego zakończyła główna atrakcja imprezy – parada jednostek. Po godzinie 15.00 na Motławę wpłynęło prawie 60 statków, jachtów i łodzi z ponad 300 osobami na pokładach, a statek Strażak 5 zaprezentował efektowną kurtynę wodną.

Skoro sezon wodniacki jest już otwarty, można (a nawet należy) ruszać na wodę! 🙂

Żeglarzom życzymy pomyślnych wiatrów, a wszystkim wodniakom stopy wody pod kilem! 🙂

17 maja

Gdańskie Otwarcie Sezonu 2014

Jak co roku o tej porze Gdańsk i Motława rozkwitną żaglami. Ale nie zabraknie też motorowodniaków, kajakarzy, smoczych wioślarzy. Na Targu Rybnym wyrośnie Wodniackie Miasteczko, a mieszkańcy Gdańska i przybyli goście, będą mogli skorzystać z wielu atrakcji. Całość uroczystości otwarcia sezonu zakończy parada jednostek na Motławie.
Rok temu odbudowany STS “Generał Zaruski” miał honor tę paradę prowadzić, jako flagowa jednostka Miasta Gdańska. Przeżyliśmy wszyscy chwile wzruszenia, ciesząc się powrotem “Generała” do morskiej służby.
Mamy nadzieję, że i tym razem Zaruski poprowadzi paradę, pogoda dopisze, i wszyscy będziemy się świetnie bawić na Targu Rybnym.

Zapraszamy! 🙂

16 maja

Gdańscy gimnazjaliści na Zaruskim

Pogoda dopisała, żeglarski poczęstunek smakował i wszyscy świetnie się bawili. Jedną z większych atrakcji okazały się być nowe drablinki, które pozwalają wspiąć się na maszt. Zachwytom i podziękowaniom nie było końca, sami zobaczcie:

“Jest super! Myślałam, że będzie gorzej 🙂 Buja mniej niż myślałam. Panuje miła atmosfera i mimo że musimy pracować, dobrze się bawimy”
Antonina

“Szczerze mówiąc myślałam, że statek będzie większy, ale bardzo mi się podoba! Jedzenie jest smaczne, dużo się uczymy i ogółem jest zabawnie i przyjemnie :)”
Weronika

“Lubię gdy się kołysze. Obiad był smaczny i na szczęście został w brzuszku.”
Frydzio

“Pogoda i humory nam dopisują, więc nie narzekamy na nudę.”
Natalia

“Bardzo mi się podoba, ale bolą mnie ręce od ciągania lin.”
Krzysiek

“Jestem zajęty sterowaniem. Praca sternika jest fajna.”
Bartek

“Nauczyłem się żeglować i zmywać naczynia.”
Kacper

“Wszedłem do góry po drablinkach jako pierwszy i sam to wymyśliłem”
Kuba

12 maja

Gdańscy gimnazjaliści na Zaruskim

Gimnazjaliści pod okiem p. Magdaleny Wierzchowskiej, zaplanowali swój rejs wiele miesięcy temu. Będzie to ich pierwsza żeglarska przygoda na tej klasy jednostce. Na początek będzie to rejs jednodniowy, by młodzież miała okazję poznać jednostkę i swoje możliwości, ale może to stać się dla niektórych zaczątkiem większej żeglarskiej pasji i zapowiedzią przyszłych wspólnych rejsów.
Mamy nadzieję że pogoda dopisze, a gdańska młodzież przeżyje wspaniałą żeglarską przygodę :).

Trzymamy kciuki! 🙂

8 maja

Majówka na Zaruskim

Do współpracy przy organizacji rejsu zaproszono w pierwszej kolejności POZŻ. Prezes Bogusław Witkowski z radością przyjął propozycję i w szybkim czasie znalazł grupę zainteresowanych rejsem uczniów Zespołu Szkół Chłodniczych i Elektronicznych w Gdyni. Oprócz nich w rejsie udział wzięli absolwenci warsztatów żeglarskich organizowanych w ramach „Akademii Żeglarskiej Zaruskiego” oraz inni młodzi sympatycy żeglarstwa.

Rejs rozpoczął się w Gdańsku. Załoga, po zaokrętowaniu i zaprowiantowaniu, została podzielona na wachty i przeszkolona w zakresie bezpieczeństwa i obsługi jachtu. Później kilka drobnych prac bosmańskich i wreszcie załoga usłyszała pierwszy alarm manewrowy. Oddano cumy i po kilkudziesięciu minutach płynięcia po kanale portowym statek wypłynął na zafalowane morze. Obraliśmy kurs na Ronneby położony kilkanaście mil na zachód od Karlskrony.

Załoga zareagowała na morskie kołysanie w sposób przewidywalny i już po chwili na pokładzie pojawiły się pierwsze ofiary choroby morskiej. Jednak nic nie trwa wiecznie i pod koniec pierwszego odcinka żeglugi nastroje załogi zaczęły się wyraźnie polepszać. Poza tym życie na statku toczyło się zgodnie z ustalonym rytmem. Spanie, wachta nawigacyjna, spanie, posiłek, spanie, prace bosmańskie lub kambuzowe i znowu spanie. Później organizm przyzwyczaja się i pozwala na dodatkowe aktywności – szkolenia, gry planszowe, kino pod żaglami.

Porcik, w którym zacumowaliśmy, oddalony kilka kilometrów od miasteczka Ronneby, okazał się sennym, acz sympatycznym miejscem z typową skandynawską architekturą. Należy wspomnieć, że miasteczko jest portem macierzystym żaglowca „Baltic Beauty”, którego kapitan – Victor okazał się naprawdę sympatycznym człowiekiem. Dzięki niemu udało nam się później stanąć pod samym muzeum morskim w Karlskronie. W Ronneby pozytywnie zaskoczył nas również miejscowy rybak, przynosząc kilka kilogramów świeżutkiego dorsza i zapraszając na regaty tradycyjnych wiosłowych łodzi rybackich.

Kolejnym odwiedzonym portem była wcześniej wspomniana Karlskrona, z obowiązkowym punktem programu, czyli muzeum morskim przy nabrzeżu którego staliśmy.
Nadszedł czas powrotu. Jednak zanim udało się dopłynąć do Gdańska, po drodze czekało nas dość żmudne halsowanie. Południowo-wschodni wiatr z początku bardzo delikatny, rozhulał się w kulminacyjnym momencie do 6-7 st. B. Młodzi żeglarze, już nieco zaprawieni w bojach, zrozumieli, że wszystkie instrukcje, szkolenia czy dbałość o odpowiednie przygotowanie statku, jako elementy dobrej praktyki morskiej, mają ogromne znaczenie.

Po drodze zahaczyliśmy jeszcze o Władysławowo, gdzie cześć załogi spiesząca się do domu opuściła statek. Pozostali uczestnicy niespieszący się nigdzie, a przynajmniej nie do szkoły, poprowadzili statek do samego Gdańska.
I tak zakończyła się majowa morska przygoda na STS “Generał Zaruski”, dla większości pierwsza, a dla części na pewno nie ostatnia.
Wszystkim uczestnikom dziękujemy, a chętnych zapraszamy na kolejne rejsy!

Relacjonował dla Was oficer programowy STS “Generał Zaruski”, Piotr Królak.

7 maja

Malbork zdobyty ;):)

Rejs zorganizowano w ramach współpracy miast Gdańskiego Obszaru Metropolitalnego. W Malborku zorganizowano nawet specjalny konkurs w szkołach, by wyłonić uczestników rejsu. Wszyscy byli więc zdeterminowani i “głodni” żeglarskiej przygody. Nie zawiedli się :).
Dopisała świetna pogoda, świeciło słońce, wiał wiatr, morze kołysało żaglowcem – młodzież doświadczyła wszystkich atrakcji. I choć niektórzy z nich nie od razu dobrze sobie radzili z morską chorobą, wszyscy wrócili bardzo zadowoleni, a w Malborku aż huczy od morskich opowieści i relacji z tej wyprawy.
Cieszy nas że malborska młodzież jest tak zainteresowana żeglarstwem, a w mieście są tak skuteczni i operatywni organizatorzy jak p. Andrzej Lewandowski.

To pewnie nie ostatni rejs Malborka, a i inne miasta też mogą nabrać apetytu na szkolenie żeglarskie młodzieży na pięknym i historycznym żaglowcu, specjalnie do tego stworzonym.

Tak trzymać Malbork!

1 maja

Majówka na Zaruskim

W swój pierwszy rejs w tym sezonie Zaruski popłynie z młodzieżą pod auspicjami Pomorskiego Okręgowego Związku Żeglarskiego, który jest jednym z partnerów projektu odbudowy żaglowca. Pierwszy rejs potrwa tydzień, rozpocznie się 01.05., a plan przewiduje wizytę w Szwecji.
Mamy nadzieję że pogoda dopisze, a młodzież przeżyje wspaniałą żeglarską przygodę!

AHOJ!

  • Formularz kontaktowy
  • Armator jednostki
  • Statek / załoga