Gdańskie Oldtimery skradły nam serca 5 września 2021

Tegoroczna edycja imprezy pt. "Poznaj Gdańskie Oldtimery" miała wyjątkowy i smaczny program. Nie zabrakło specjalnych atrakcji przygotowanych przez Narodowe Muzeum Morskie w Gdańsku, a na starych jachtach czekało mnóstwo żeglarstwa i pyszna rybna zupa z przekąskami. Zapraszamy Was na relację jednego z uczestników rejsu na SY "Bonawentura", Michała Farana.

„Jeśli ktoś lubi przygodę, to ma szansę zobaczyć tu początek tej przygody” – uważa Jacek Kijewski, który podczas czwartej edycji imprezy „Poznaj Gdańskie Oldtimery” pełnił funkcję kapitana żaglowca Bonawentura. Ta jednostka, wraz z STS Generałem Zaruskim, Anticą oraz Bryzą H, oraz blisko 80 osobami na pokładzie, odbyła rejs po wodach Zatoki Gdańskiej w celu popularyzacji żeglarstwa. Trzymając się dalej morskiej terminologii, zarzucony przez organizatorów haczyk pasji bez wątpienia połknęło wielu uczestników rejsu.

Zanim załogi zostały zaokrętowane na poszczególne jednostki, swoje progi udostępniło uczestnikom rejsu Narodowe Muzeum Morskie. Była więc okazja między innymi dowiedzieć się czegoś o szkutnictwie, nurkowaniu, pracy archeologa oraz zwiedzić Sołdka. Godzina to zdecydowanie zbyt mało, by zwiedzić muzeum i obejrzeć całość zgromadzonych tam eksponatów i ekspozycji, ale wystarczająco dużo, żeby zainteresować potencjalnego „wilka morskiego”.

Po tej przystawce przyszła pora na danie główne, czyli sam rejs. Od samego początku uczestników czekały atrakcje. Jak się później okazało, każdego z nich zainteresowało co innego. I to też jest piękne.

Najpierw zobaczyliśmy Gdańsk z poziomu Motławy, przepłynęliśmy też przez port, co samo w sobie jest ciekawe. Mijaliśmy obiekty związane z historią, ale i teraźniejszością Gdańska, oddaliśmy salut Pomnikowi Obrońców Wybrzeża na Westerplatte, co uważam za taki element tradycji, który warto kultywować  – podkreślał skipper, Jacek Kijewski.

Praktycznie cały, blisko 7-godzinny rejs na pokładzie żaglowca spędziła rodzina, ojciec z dwoma synami, podziwiając roztaczające się wzdłuż trasy widoki.

Nie miałem wcześniej większych doświadczeń z żeglarstwem, ale bardzo mi się podobało. Szczególnie widok basenu amunicyjnego na Westerplatte, którego normalnie chyba nie można zobaczyć, nie wypływając na Zatokę – mówił pan Marcin Czerwiński.

46-latek tego lata zapisał swojego młodszego syna na półkolonie żeglarskie. I chyba udało się zaszczepić w nastolatku pasję, ponieważ chłopak dobrze operował terminologią żeglarską, a podczas stawiania żagli świetnie sobie radził.

Bardzo podobał mi się rejs, wcześniej podczas tych wakacji byłem na półkoloniach „Pokolenia żeglarskie”, gdzie spędziłem dwa tygodnie i nauczyłem się pływać na „Optimiście” – relacjonował 12-latek .

Kiedy jachty wypłynęły już z portu na Zatokę Gdańską, w końcu można było wyłączyć silnik i rozwinąć żagle – dosłownie i w przenośni. W czynności tej Karolowi pomagali inni z młodszych członków załogi oraz starszy brat, Błażej.

Stawianie żagla nie jest takie trudne, sądzę, że to kwestia wprawy. Trzeba współpracować z towarzyszami i razem zmagać się z żaglami i z całym statkiem. Najbardziej podobała mi się jednak droga do Zatoki, jestem wielkim fanem portu – podkreślał 18-letni Błażej.

Podczas, gdy część załogi podziwiała widoki Zatoki Gdańskiej bądź słuchała morskich opowieści kapitana, za ster złapał 11-letni Filip Konopka i nie oddał go przez blisko godzinę. Nie każdy w jego wieku może pochwalić się takim doświadczeniem żeglarskim, ale dla Filipa nie była to zupełna nowość.

Taki żaglowiec prowadzi się trochę trudniej, niż katamaran, ale nie jest źle. Przez trzy ostatnie lata pływałem właśnie na katamaranach w Chorwacji i Grecji, a dwa miesiące temu byłem na obozie żeglarskim na Górkach Zachodnich. Pływałem na „Optimistach” i też trochę na windsurfingu. Fajnie się pływa, co prawda trzeba się czasem napracować z żaglami, ale lubię, kiedy są wysokie fale i to wrażenie, że ma się kontrolę nad łódką – przyznał Filip.

To właśnie do takich osób, które podczas krótkiego rejsu poczują, że to coś dla nich, Gdański Ośrodek Sportu kieruje takie inicjatywy, jak chociażby Gdańska Szkoła pod Żaglami. Jak podkreśla Jacek Kijewski, to na otwartym morzu zaczyna się prawdziwe żeglarstwo.

Dopiero po tygodniu człowiek zaczyna się bardziej orientować, o co w tym wszystkim chodzi, podczas takiego rejsu morskiego codziennie trzeba sprzątać, gotować i tak dalej, każdy ma swoje obowiązki. Ale są też tacy ludzie, którym wystarczy, że zobaczą wiatr, wodę, żagle i horyzont i ciekawi ich, co jest za tym horyzontem – zauważa.

Wspomnianego wiatru, wody i żagli mieli okazję doświadczyć uczestnicy rejsu gdańskimi oldtimerami: STS Generał Zaruski, Bonawenturą, Anticą i Bryzą H. Przy okazji potwierdziło się, że żeglarska pasja nie wybiera, a zarazić się nią mogą załoganci w dowolnym wieku.

Pochodzę z Warmii i Mazur, więc dotychczas żeglowałam raczej na jeziorach, ale od kiedy mieszkam w Gdańsku, pokochałam morze. A po dzisiejszym rejsie to uczucie jest jeszcze silniejsze. Jestem pod wrażeniem tego, w jakim stanie utrzymany jest Bonawentura, to piękny żaglowiec. Kiedy kolejny rejs? – dopytywała ze śmiechem 32-letnia Kamila Długozima.

  • Formularz kontaktowy
  • Armator jednostki
  • Statek / załoga