Aktualności

Przeżyjmy to jeszcze raz...

Zapraszamy Was do lektury relacji z całego cyklu regat The Tall Ships Races 2017, autorstwa jednego z naszych oficerów wachtowych Filipa Korpeta.



8 sierpnia w Szczecinie zakończyły się po prawie półtora miesiąca regaty The Tall Ship’s Races 2017. W tym czasie gdański żaglowiec odwiedził 5 portów, wziął udział w 4 etapach, zaliczył jeden falstart i zdobył jeden puchar. Ale po kolei...
Początek długiej, niemalże dwumiesięcznej nieobecności Zaruskiego w Gdańsku miał miejsce 26 czerwca, kiedy to rozpoczęła się trzecia edycja Gdańskiej Szkoły pod Żaglami. Po krótkiej wizycie w Gdyni załoga złożona głównie z gdańskich licealistów obrała kurs na szwedzkie Halmstad, pierwszy port tegorocznej edycji regat.




Gdy dopłynęliśmy na miejsce czekała na nas flota złożona z kilkudziesięciu jachtów i żaglowców oraz zestaw standardowych portowych atrakcji w trakcie tych regat – parada załóg, czyli uroczysty przemarsz wszystkich załogantów ulicami miasta, na której załoga Zaruskiego ubrana w mundurki konkurowała z innymi umundurowanymi lub fantazyjnie przebranymi załogami; crew party zwane również załogowym przyjęciem - oficjalna impreza będąca okazją do między-załogowej integracji; różnego rodzaju zawody sportowe, czy w końcu najbardziej wyczekiwana przez wszystkich gapiów parada żagli, podczas której wszystkie jednostki płyną (w miarę możliwości, chęci i pogody pod żaglami) po wyznaczonej trasie blisko brzegu dając się podziwiać i fotografować.
W końcu, po tych wszystkich portowych "obowiązkach" nadeszło to, na co wszyscy czekali – start regat. Niestety, ze względów bezpieczeństwa komisja regatowa zdecydowała się umiejscowić start około 100 mil na południe od Halmstad, co oznaczało że od wyjścia z portu do startu są 24 godziny, które trzeba jakoś zagospodarować. Załoga Zaruskiego zdecydowała się wpłynąć do Helsingoru, jednak nie po to, by podziwiać znajdujący się tam zamek Hamleta, tylko by w spokoju wypocząć przed regatami.
Ostatecznie start rozpoczął się we wtorek, 4 lipca o godzinie 17 i trwał godzinę. Dlaczego tak długo? Jednostki startujące w The Tall Ship’s Races są dzielone przed organizatorów na 4 kategorie:


» A | Największe żaglowce (pow. 40 m dług.), z ożaglowaniem pełnorejowym
» B | Żaglowce z tradycyjnym ożaglowaniem mniejsze niż 40 m
» C | Jachty z nowoczesnym ożaglowaniem, mniejsze niż 40 m, bez spinakera
» D | Jachty z nowoczesnym ożaglowaniem, mniejsze niż 40 m, ze spinakerem

I ze względów bezpieczeństwa każda grupa startuje oddzielnie, w innym przedziale czasowym.
Po całkiem niezłym starcie Generał Zaruski obrał kurs na pierwszy waypoint znajdujący się na południu Bornholmu, a następnie na drugi, na północno-zachodnim brzegu Estonii.




I wszystko byłoby dobrze, gdyby nie wiatr... A w zasadzie to jego brak
Po przepłynięciu 2/3 trasy Zaruski znajdował zdecydowanie na czele, wyprzedzany tylko przez 2 jednostki z klas A i B (na 23 startujące), lecz niestety nastała tzw. cisza wyrównawcza – czołówka wpłynęła w obszar ciszy bez wiatru, a goniący ją peleton korzystając z ostatnich podmuchów wiatru znacząco się zbliżył. I tak o to, po ponad 3 dobach i przepłynięciu prawie połowy Bałtyku, blisko połowa jednostek znalazła się w odległości wzroku (może odrobinę wspomaganego lornetką). Następne 2 dni upłynęły na wzmożonej walce o znalezienie i wykorzystanie najmniejszych podmuchów wiatru. W efekcie przekroczyliśmy linię mety jako druga (!) jednostka ze wszystkich żaglowców z klas A i B (dosłownie parę godzin przed metą udało nam się wyprzedzić Fryderyka Chopina). Niestety we wszystkich tabelach wyników Zaruski znalazł się dopiero na 7. pozycji. Dlaczego tak się stało?
Wszystkiemu winny jest tzw. współczynnik wyrównawczy. Aby była możliwość miarodajnego porównania wyników tak różnych jednostek jak te startujące w regatach The Tall Ship’s Races (od 13 do 120m długości, od trzyletnich po mające ponad 100 lat, z załogami liczącymi od ośmiu do prawie dwustu osób), organizatorzy stosują specjalną formułę, która na podstawie danych jednostki (jak długość, wyporność, liczba i powierzchnia żagli, ilość załogi, wiek i wiele innych czynników), wylicza specjalny współczynnik, przez który mnoży się czas, jaki dana łódka potrzebowała by przepłynąć trasę wyścigu. I tak jednostce ze współczynnikiem 0.45 przepłynięcie całej trasy może zająć dwa razy więcej czasu niż jednostce ze współczynnikiem 0.95, a i tak to ta pierwsza ostatecznie wygra. I właśnie z tego powodu, mimo bardzo dobrej pozycji na mecie, po przeliczeniu, gdański żaglowiec spadł na odległe 7 miejsce.
Po przepłynięciu linii mety nie skierowaliśmy się bezpośrednio do Kotki, lecz popłynęliśmy do Helsinek, gdzie wzorem zeszłorocznej "Gdańskiej Szkoły pod Żaglami", odbyła się gra miejska dla załogantów podzielonych na dwuosobowe zespoły. Mimo niesprzyjającej pogody duch walki w załodze był (z pewnymi wyjątkami) bardzo silny, a nagrody warte były włożonego wysiłku. Po opuszczeniu Helsinek popłynęliśmy do Kotki, kolejnego portu na trasie regat, gdzie spędziliśmy 4 dni, biorąc ponownie udział w paradach, zawodach sportowych czy załogowych przyjęciach, integrując się coraz bardziej ze sobą i z innymi załogami (między innymi w różnego typu pudełkach i kartonach).
Następny etap, do fińskiego Turku, nie był etapem regatowym tylko tak zwanym Cruise-in-Company, czyli okazją do zwiedzania portów leżących na trasie rejsu w towarzystwie innych żaglowców. Jedną z tradycji tego etapu są wymiany załóg pomiędzy poszczególnymi jednostkami i tak na pokład Zaruskiego trafiły trzy osoby z Fryderyka Chopina, podczas gdy trójka naszych załogantów uczyła się chodzić po rejach na pokładzie szczecińskiego brygu.
Jednym z portów, pełniących funkcję gospodarza podczas Cruise-in-Company był Tallin, gdzie spędziliśmy trochę czasu zwiedzając bardzo nowoczesne muzeum morskie na zorganizowanej przez miasto wycieczce do centrum atestacji środków ratunkowych stosowanych na jachtach i statkach, czy po prostu podziwiając Starówkę. Następnie skierowaliśmy się do Turku. Etap ten na długo pozostanie w naszej pamięci za sprawą długich godzin płynięcia w niezwykle urokliwych fińskich szkierach.




W Turku, oprócz tradycyjnych już atrakcji portowych, nastąpiła również wymiana załóg. Po prawie czterech tygodniach do domu polecieli uczestnicy "Gdańskiej Szkoły pod Żaglami", a na ich miejsce przyleciała żeglująca z nami co roku grupa z Pszczyny, która wpasowała się w tallshipowy klimat, organizując niezwykle widowiskowe, inspirowane Gwiezdnymi Wojnami, show podczas wyjścia z portu (dla zainteresowanych):





Start drugiego biegu regatowego na trasie Turku-Kłajpeda był jednym z najbardziej spektakularnych w całej historii tych regat – przy idealnej pogodzie 15 pełnorejowych i 22 mniejszych żaglowców startowało niemal równocześnie. Radość z tego startu przyćmił jednak falstart Zaruskiego - jak później dowiedzieliśmy się od komisji regatowej, przekroczyliśmy linię startu o całe 5 sekund za szybko. Straconych minut nie udało nam się odzyskać do końca trwania wyścigu, który ze względu na niezwykle sprzyjające warunki wiatrowe zakończył się po niespełna dwóch dobach, co bardzo zaskoczyło organizatorów w Kłajpedzie, którzy nie byli przygotowani na przyjęcie tak dużej liczby statków 3 dni przed zaplanowanym terminem rozpoczęcia portowej części regat. W związku z tym, aby nie siedzieć 6 dni w porcie, załoga Zaruskiego podjęła decyzję o płynięciu do Liepaji, małego łotewskiego portu leżącego 50 mil na północ od Kłajpedy, co w obliczu pewnego niedosytu żeglarskiego po tak krótkim etapie spotkało się ze zdecydowaną aprobatą załogi. W Kłajpedzie po raz kolejny wzięliśmy udział w paradzie i crew party. Może się wydawać, że The Tall Ship’s Races polegają głównie na postojach w portach, paradowaniu i imprezach i poniekąd jest to… prawda. Ale trzeba sobie też zdawać sprawę, że aby porty podejmowały się organizacji tak dużej imprezy, zwyczajnie musi się im to opłacać. A nic tak nie przyciąga turystów jak kilkadziesiąt majestatycznych żaglowców stojących niedaleko siebie i otwierających swój pokład dla zwiedzających. Poza tym na imprezie, gdzie połowa załóg musi, zgodnie z wytycznymi organizatora, być w wieku od 15 do 25 lat integracja i wspólne imprezy są bardzo ważne i stanowią przyjemną odskocznię od czasu spędzonego na morzu. Oprócz tego jest to również okazja do nawiązania licznych kontaktów międzynarodowych, na gruncie prywatnym, profesjonalnym i statkowym, co przekłada się na liczne znajomości w odwiedzanych portach na całym świecie (w tym roku, z tych bardziej egzotycznych, były żaglowce z Brazylii i Omanu, a rekordowa załoga składała się z osób 17 narodowości).
Po kilku dniach w Kłajpedzie, kolejnej zmianie załogi, tym razem na pochodzącą z wolnego naboru, Zaruski wystartował do ostatniego etapu regat, na tej samej trasie, na której dwa lata temu udało mu się wygrać podczas Baltic Tall Ship’s Regatta. Podobieństw było więcej, bo w tym roku również, ze względu na słabe wiatry i krótki czas przeznaczony na wyścig, komisja regatowa zdecydowała się na skrócenie trasy regat i zarządziła finisz na morzu, co oznaczało, że o określonej godzinie regaty zostały zakończone, a wyniki oblicza się na podstawie pozycji jednostki w chwili zakończenia regat i jej odległości do mety. W związku z tym i z powodu narastającej na pokładzie niechęci do stania zbyt długo w jednym porcie, w drodze do Szczecina gdański żaglowiec odwiedził jeszcze Nexo na Bornholmie, gdzie odbyło się tradycyjne dla naszej załogi ognisko. Następnie pełną parą skierowaliśmy się do Szczecina, aby zdążyć na rozdanie nagród.




Po bardzo długiej, trwającej ponad 2 godziny paradzie wszystkie załogi dotarły do Teatru Letniego w Szczecinie, gdzie miała miejsce ostatnia uroczystość tegorocznych regat. Okazało się, że co prawda nie udało się powtórzyć sukcesu sprzed dwóch lat, ale mimo to Zaruski dał radę wywalczyć trzecie miejsce w swojej klasie. Dodatkowo, po zsumowaniu wyników ze wszystkich etapów, załapaliśmy się również na najniższy stopień podium w klasie B w klasyfikacji ogólnej, nieuwzględniającej podziału na poszczególne biegi, co jak na debiut w The Tall Ship’s Races jest wynikiem ze wszech miar zadowalającym.
I tak o to, po prawie 40 dniach, zakończyły się regaty The Tall Ship’s races 2017. Załogi pojechały do domu, żaglowce rozpoczęły podróże powrotne do swoich portów, a uczestnicy rozpoczęli odliczanie do przyszłorocznej edycji.


The Tall Ship’s Races 2017 na STS "Generał Zaruski" w liczbach:
  • 4 etapy, w tym 3 biegi regatowe,
  • 8 odwiedzonych portów (w tym 5 organizujących regaty),
  • przepłynięcie 2360 mil w czasie 467 godzin, w tym 352, czyli ponad 75% (!), na żaglach (godzin postoju w portach boimy się liczyć ;):)),
  • przez pokład przewinęło się 60 osób załogi i 6 oficerów, a także trudna do policzenia ilość gości i zwiedzających,
  • nawiązano niepoliczalną ilość przyjaźni i znajomości, często międzynarodowych.

» Szukaj

» Pogoda

» Wideo