Aktualności

Szczecińska Szkoła pod Żaglami

Za nami pierwszy wspólny rejs ze Szczecińską Szkołą pod Żaglami. Dwudniowy i zapoznawczy. W planie są pełnowymiarowe szczecińsko-gdańskie projekty żeglarskie już w przyszłym sezonie.

Szczecin zawsze był dla nas dobrym żeglarskim partnerem i gościł nas serdecznie podczas wizyt np. na mecie regat Tall Ships Races. Łączą nas te same idee szkolenia żeglarskiego młodzieży. I jeśli tylko nic nie stanie na przeszkodzie naszej dalszej współpracy, zyskamy wykwalifikowanego i doświadczonego partnera do wspólnych działań na polu "sail training".



Szczecińska Szkoła pod Żaglami zaprasza Was do lektury relacji z 2-dniowego rejsu na Zaruskim (połączonego ze zwiedzaniem Gdańska przed wypłynięciem).

[...] Po obiedzie zjedzonym na starówce przyjechaliśmy na Generała Zaruskiego. Wielu z nas widziało go pierwszy raz od czasu odbudowy. Zdjęcia nie oddają rzeczywistego wyglądu. Pięknie polakierowane drewno, biała farba na butach i w środku, a każda praca wymaga zgrania i wspólnego wysiłku wszystkich członków załogi, ponieważ na pokładzie nie ma kabestanów. Reszta dnia to podział na wachty, rozpakowanie się, kolacja i „zajęcia w podgrupach".

Sobotę rozpoczęliśmy dość wcześnie. O 7:30 śniadanie, a równo o godzinie 8 postawiliśmy banderę. Później Piotr, czyli starszy oficer na Zaruskim przeprowadził z nami szkolenie dotyczące zasad stawiania żagli. Wbrew pozorom nie jest to takie proste. Jak już wspominałem wcześniej, tutaj nie ma kabestanów, a dodatkowo grot i bezan to żagle gaflowe więc z żaglem trzeba podnieś sporych rozmiarów gafel. To wszystko dość szybko uczy pracy w grupie, w pojedynkę nie ma szans na sprawne stawianie żagli.

Krótko po godzinie 10 oddaliśmy cumy i ruszyliśmy w krótki rejs. Przed wyjściem na zatokę mieliśmy po prawej bucie Westerplatte, gdzie 1 września 1939 roku o 4:45 rozpoczęła się II wojna światowa (tak naprawdę to pierwszy atak na Polskę rozpoczął się 5 min. wcześniej w Wieluniu).
Po wpłynięcia na zatokę obraliśmy kurs na Hel. Początkowo na silniku, bo wiatru było jak na lekarstwo, a w końcu na żaglach zgodnie ze słowami piosenki Dominiki Żukowskiej i Andrzeja Koryckiego „pośpiechem się brzydząc". Do naszego pierwszego portu dotarliśmy ok godziny 15. Krótkie zwiedzanie Helu obejmowało fokarium, plaże i okolice portu. Szkoda że słońce o tej porze roku zachodzi dosyć szybko, bo wraz z nim znikły resztki ciepła i nie było już tak przyjemnie jak za dnia. Z Helu wypłynęliśmy chwilę po 18 i już na silniku dotarliśmy do Jastarni. Wieczór zleciał na oglądaniu filmów, rozmowach o żeglarstwie (i nie tylko) i wachtach trapowych.

Niedzielny poranek zaczął się jak zwykle od śniadania i bandery. Później kto chciał mógł jeszcze przejść się po Jastarni. W drogę powrotną wypłynęliśmy ok 9, tym razem również „pośpiechem się brzydząc", czyli ile się da na żaglach. W trakcie powolnego posuwania się do przodu został zwodowany ponton i kilka osób miało możliwość zobaczyć Zaruskiego pod żaglami od strony wody. W okolicach południa zaczęło wiać więcej niż nic, okazało się że ten jacht też się przechyla i żegluje z dość przyzwoitą prędkością. Niestety wszystko co dobre musi się kiedyś skończyć, trzeba było zrzucić żagle i już na silniku obrać kurs na Gdańsk. Nasz rejs zakończyliśmy salutem banderą w trakcie mijania Westerplatte. [...]


» Szukaj

» Pogoda

» Wideo