Aktualności

Jak to z Olą było…

Nasz projekt zyskał ostatnio kolejnego przyjaciela, który na zasadach wolontariatu chce nam pomóc. Tą osobą jest młoda gdynianka Aleksandra Miłosz.

Studentka Europejskiej Szkoły Hotelarstwa, Turystyki i Przedsiębiorczości, której przygoda z żeglarstwem mogłaby być materiałem na zajmujące opowiadanie lub prologiem podróżniczej powieści…


“Moja przygoda z żeglarstwem zaczęła się w zeszłym roku podczas Tall Ships Races (gdzie m.in. poznałam projekt “Gdańsk ratuje Żaglowiec”). Moja koleżanka z Krakowa namówiła mnie żebym wybrała się z nią na pierwszy wyścig z Gdyni do Petersburga z firmy At Sea Sail Training na rosyjskim żaglowcu Shtandart. Niestety na dwa dni przed startem dowiedziałam się że Shtandart nie płynie i popłyniemy jednak na Holenderskim żaglowcu Thalassa.
Gdy pierwszego dnia dostałam choroby morskiej modliłam się abyśmy jak najszybciej dotarli do portu i mówiłam że więcej już na żaglowiec nie wsiądę. Paradoksalnie swojego zdania nie zmieniłam aż do załamania pogody przy której feralny wypadek miała Pogoria. Gdy poczułam ten żywioł, piękne ale zarazem groźne morze, silny wiatr i deszcz, wtedy zrozumiałam że to jest moje miejsce. W tym momencie pokochałam żeglarstwo i w Petersburgu nie zeszłam na ląd tylko na Thalassie popłynęłam do Helsinek, skąd niestety musiałam wrócić do domu. Jednak po tygodniu w domu nie wytrzymałam, spakowałam swój plecak i niczego więcej nie planując pojechałam do Kłajpedy gdzie miały być żaglowce. Gdy spotkałam kapitana Morgenstera, zaproponował mi żebym popłynęła z nimi dalej. Tego roku pływałam jeszcze na żaglowcu Jantje oraz wróciłam na Thalassę. Do domu wróciłam dopiero po 2 miesiącach i od razu zrobiłam kurs i zdałam egzamin na sternika jachtowego. Gdy zaczął się rok akademicki dalej pływałam chociaż na krótkie weekendówki na trasie Gdynia – Hel – Gdańsk. W lutym skontaktował się ze mną kapitan z angielskiego żaglowca Maybe, kompletujący załogę za tzw. “michę” od czerwca do końca sierpnia. I tak 19 czerwca spotkałam się z Maybe i jej załogą na Gibraltarze, skąd wyruszyliśmy wzdłuż Hiszpanii i Portugalii przez Biskaje i kanał angielski do Antwerpii w Belgii. Z Belgii popłynęliśmy do Danii, Norwegii, Anglii, Holandii, Niemiec. Moja tegoroczna przygoda na morzu skończyła się podczas Sail Bremerhaven i teraz nie mogę doczekać się kolejnego żeglarskiego sezonu…”

Ola to przykład tego jak żeglarstwo może zawrócić w głowie i wyznaczyć życiową drogę. Gdy z nią rozmawiałem zachwycił mnie jej zapał, entuzjazm i determinacja. A przecież to zaledwie rok. No cóż, wszystko ma swój początek i życzymy Oli by nie osłabła w realizacji swej pasji i byśmy już wkrótce wyruszyli razem pod żaglami Zaruskiego.
Z uwagi na jej fotograficzne hobby i oddanie sprawie odbudowy Zaruskiego, zaproponowaliśmy jej dokumentowanie za pomocą zdjęć czy materiału wideo wydarzeń związanych z projektem. Na dobry początek prezentujemy jej pierwsze zdjęcia ze stoczni i mamy nadzieję że obowiązki szkolne i zajęcia żeglarskie pozwolą jej znaleźć czas na ciekawe dokumentowanie procesu odbudowy Zaruskiego, a w przyszłości – kto wie – może jego nowych rejsów.
Jeśli zaciekawiła Was ta historia i sami chcielibyście wesprzeć nas w miarę swoich umiejętności i możliwości, piszcie do nas.

Pozdrawiam, Krzysztof Dębski, koordynator projektu “Gdańsk ratuje Żaglowiec”

» Szukaj

» Pogoda

» Wideo