Rejsy

Adam Drzastwa


Szkołę życia na Zaruskim wspomina Adam Drzastwa


W 1984 roku uczestniczyłem w rejsie Generałem Zaruskim z Jastarni przez Hel do Ustki. Wchodząc na pokład miałem niecałe dwanaście lat, schodząc na ląd w Ustce czułem jakbym miał lat osiemnaście. Była to tak intensywna szkoła życia. Poznałem co to szorowanie pokładu i kingstona, nocne wachty w dwie osoby gdzie reszta załogi spała, biegałem po "klucz od kilwatera", alarmy p.poż i np. człowiek za burtą. Moim głównym zadaniem była obsługa foka. Zwijałem "słoneczka", siedziałem na "oku", bosman pozwolił mi przez dwie godziny w nocy samodzielnie trzymać kurs - ale byłem z siebie dumny! Śpiewałem szanty. Widziałem jaką siłę ma lina gdy bije po pokładzie, kiedy zerwał się latacz. Byłem świadkiem jak bosman przez jedną wachtę wyprowadził "na ludzi", najbardziej "napuszonego" uczestnika rejsu - ksywa "Kurzaj". Pamiętam jak chłopak wykrzykiwał w kierunku bosmana: nie wiesz z kim zadarłeś, nie wiesz kim jest mój ojciec i takie tam inne pozdrowienia. Okazało się, że jak dopłynęliśmy, nic ojcu nie powiedział. Co więcej, spotkałem go po kilku latach, porozmawialiśmy - wyrósł na fajnego człowieka. Pamiętam "Siwka", który od drugiego dnia leżał na pokładzie i miał taką chorobę morską, że jedyne co mówił to "dobijcie mnie" ;). Co do choroby morskiej to pamiętam, że jedliśmy głównie kisiel i makaron. Kto to przechodził wie dlaczego akurat takie miękkie dania! Mieliśmy instruktaż, jak już musicie coś zrobić to idźcie na burtę zawietrzną. Nie zapomnę wspomnianego "Siwka" jak wybiegł na pokład i ustawił się pod wiatr, ale był ubaw... Mimo, że było to trzydzieści lat temu, a ja miałem niecałe dwanaście, pamiętam każdą minutę. Przed rejsem podciągałem się na drążku 4 razy, po kilku dniach już 20. Jeszcze dzisiaj zawiązuję jedną ręką węzeł ratowniczy w 2 sekundy, a prawie nigdy go więcej nie robiłem.
Załączam skan mojej karty rejsu z 1984 roku.

Adam Drzastwa

» Szukaj

» Pogoda

» Wideo