Rejsy

Maria Thomsen


Pierwsze lata Zaruskiego - materiały Marii Thomsen


Niedawno otrzymaliśmy miły list od osoby, która miała okazję żeglować na Zaruskim w pierwszych latach jego powojennej morskiej służby pod polską banderą. Pani Maria Thomsen (wcześniej Grochowska), zdobyła w 1953 roku Mistrzostwo Polski w Morskich Mistrzostwach Żeglarskich Polski, z załogą LPŻ Szczecin w składzie Grochowska (sternik), Kordalewska, Pyszczak i Trzosówna. Jest nam niezmiernie miło zetknąć się z tak odległą historią Zaruskiego - niewielu jest jeszcze jej świadków, którzy na dodatek kontaktują się z nami. Poniżej prezentujemy Wam dokumentację zdjęciową i prasową. Jeśli otrzymamy od p. Marii jakiś dalszy opis jej żeglarskich przygód na Zaruskim, opublikujemy go. Serdecznie pozdrawiamy p. Marię Thomsen.



Słowo się rzekło - publikujemy krótką opowiastkę, którą właśnie otrzymaliśmy od p. Marii. Niezwykłe były to czasy i przygody młodych żeglarzy. Poczytajcie sami (nie zmieniono nawet jednego przecinka):

Wyjście na Morze w roku 1952 z małego portu gdyńskiego było prawie nie możliwe.żeglowaliśmy na kilówkach w basenie.Przy wyjściu z basenu po prawej stronie była budka Wopistów,którzy mieli Telefon.Wyjście z basenu ,może ktoś nie uwierzy,było zabezpieczone łańcuchem Nasi dzielni sternicy podpływali do wyjścia a zdenerwowani wopiści zaraz brali słuchawkę do ręki i telefonowali,pewnie że chcemy uciec na morze.To była świetna zabawa dla nas ,czy dla Wopistów ,chyba nie.
Ponieważ mieliśmy zdawać egzaminy ,ja np. Na sternika morskiego musiałam mieć przepływane mile morskie.Ale skąd je mieć skoro nas na morze nie wypuszczają.Wreszcie udało się naszym funkcjonariuszom dostać zezwolenie na wypłynięcie na morze na określony czas bez zawinięcia do obcych portów Zezwolenie dostały dwa yachty „ Młoda Gwardia” i jeszcze jeden duży mógł to być „Hetmann”,napewno niewiem,bo ja zostałam zamusztrowana na „Młodej Gwardi” (gen. Zaruski) Kapitanem był Szpakowski.Było to wielkie przeżycie , poraz pierwszy na morzu Bałtyckiem.Któregoś dnia zrobiło się nam w mesie przy obiedzie za gorąco ,ktoś wpadł na pomysł pójścia z miskami na deck ,było nas może czterych wariatów.Chowamy się za maszt i jemy spokojnie nasz posiłek.A tu nagle zjawia się Kpt.Szpakowski z krzykiem co my sobie myślimy,gdzie jest nasza dysziplina i.tp. ogarnęło nas przerażenieco teraz,no jak co teraz,marsz na pierwszy sailing i z powrotem.Dostałam tam na górze stracha bo jeszcze tak wysoko nigdy na Yachcie nie byłam,chwała Bogu że nie było prawie fal.,jakoś szczęśliwie wróciliśmy na pokład.Przestałam kapitana lubić.Mile zaliczyłam i zdałam egzamin na sternika morskiego.W ten sposób mogłam W roku 1953 wystartować jako sternik na konikach w mistrzostwach Polski Gdynia-Sopot.

Zachęcamy Was także do lektury poruszających wspomnień żeglarskich p. Marii na stronie: Zeszyty Żeglarskie

» Szukaj

» Pogoda

» Wideo